Sunday, 26 January 2014

Wichrologia śniegu – badania terenowe

2014-01-26, 3:32-4:31 PM CET. Gdynia, northern Poland.

Dziś chodziłam po wodzie! Fale, chociaż w kształcie fal, to nie szumiały, a chrupały i chrzęściły pod butami; woda w stanie płynnym zaczyna się dopiero ponad sto metrów od plaży, za basenem przystani jachtowej. Na przejmującym mrozie i w szalejącym wietrze mewy mają się świetnie – zdaje się, że im silniejszy podmuch, tym więcej ich podrywa się do lotu i tym wyżej latają. Łabędzie, w tych warunkach wzbijając się w powietrze, wyglądają na ciężkie i nieomal nieporadne. Przypominają te pustynne kuliste krzaki, toczone niewidzialną siłą i co chwilę osiadające w jakimś dołku (w przypadku ptaków jest to jedna z wielu górek ptasiej karmy). Na przystani jachtowej osobliwa muzyka: linki w tanecznym transie klapiące o maszty, a w tle wicher szlifuje plandeki ziarnistym śniegiem:
 


 
20140126_0149

20140126_0150

20140126_0151

20140126_0152

20140126_0153

20140126_0154

20140126_0155

20140126_0156

20140126_0157

20140126_0158

20140126_0159

20140126_0162

20140126_0163

20140126_0164

20140126_0165

20140126_0166

20140126_0167

20140126_0168

20140126_0169

20140126_0170

20140126_0171

20140126_0172

20140126_0173

20140126_0174

20140126_0175

20140126_0176

20140126_0177

20140126_0178

20140126_0179

20140126_0180

20140126_0181

20140126_0182

20140126_0183

20140126_0184

Tuesday, 17 December 2013

Baby blanket z Kotem w worku

Mimo wszystkich minusów (a było ich sporo, choć dotyczyły tylko naszego mieszkania), jest tu świątecznie (KEN ozdobiony, sklepy i kafejki też) i ceny świąteczne (zdaję sobie sprawę z zaistniałej w tym miejscu pauperyzacji i laicyzacji jedynej słusznej tradycji językowej Polskich Świąt Bożego Narodzenia). Z paniami w sklepie tym z łóżkami i poduszkami (no, wiesz, nie pamiętam nazwy) pogadałam chwilę o ich kotach i o naszych i o tym, jak to psiary zmieniają się w kociary pod wpływem swoich futer (niezwykłych i wyjątkowych, jak wszystkie koty), o różnicach w kontakcie z psem a z kotem (na korzyść kota oczywiście), potem wymiana życzeń i obopólne zadowolenie handlowe. (Nie wspominałam już, aby nie burzyć tej świąteczniej zgody, że nasze kociuszki są wyjątkowe nawet jak na koty, bo nasze kociuszki są wypełnione truskaweczkami z bitą śmietaną i cukrem, między innymi dlatego są najsłodszymi kociuszkami w tej części galaktyki.)

Ach, bo kupiłam puchatkom Baby Blanket sztuk 2! ;)

Szłam sobie objuczona jak alpaka – wełna alpak jest lepsza od wełny owczej (nie mówiąc o oślej), więc szłam objuczona właśnie tak: rundka po lokalnych błyszcząco-pachnąo-gwarno-obszernych przyjemnościach konsumpcyjnych; nie udaję, że lubię tylko cepelię, pkp i społem – inhalując atmosferę Warsaw City Metropolia Kabacka VS Odludnie Cicho i Ciemno Ale Zielono i Ptaki Śpiewają Nocami Czyli Miasto Dwustupięćdziesięciotysięczne Czyż To Nie Imponująca Liczba Czytaj Koniec Świata Gdzie Spędziłam Ostatnie Półroku i Było Fajnie Do Opadnięcia Ostatniego Pachnącego Rudego Liścia a Potem nie Pamiętam Zapadłam w Sen Zimowy Martwotę Umysłu Drętwość Ciała Śmierć Pragnień, aż tu nagle uwiodła mnie cena 19,90 w Szybie Sklepu Do Którego Nigdy Nie Wchodzę Bo Drożyzna a Łóżko i Tak Mam Lep-siej-sze! i Materac Też i Stelaż Też i Nawet Pościel a Koce Kupuję w Tesko KEN Najlepszym Markecie Świata. Cena nęcąca taniością w dobie misiów z Kolekcji Wypchanej Słomą Dlatego Droższych Bo Ekowintydż Sustainable Recyclable User Fr…ee, kto to kupuje, na na potęgę posępnego czerepu! Smutek spowodowany perspektywą wyjazdu gdziekolwiek (nawet do Dubaju) z Warszawskiego Sezamu Wygody i Bliskości Wszystkiego zabił mi klina (a pisząc to mam bardziej na myśli “zabił”, niż znaczenie zwrotu “zabić klina”). Przypominając sobie radę pani Chomik o przeciwdziałaniu smutku przez robienie sobie drobnych przyjemności oraz ogólne zasady mindfulnesu, podjęłam decyzję w ułamku sekundy. Pewnie pożałuję. Ale klin klinem i tego zwyczaju się trzymam, więc pomyślałam, że uczynię zadość mojej osobistej tradycji kupowania misiów tam, gdzie mi fajnie, a skąd wyjeżdżam. (Mój pierwszy miś o bogatej historii zaginięć i porwań ma ze 35 lat, jest miniaturowy i ma łapkę przyszytą przeze-mnie-kilkuletnią, a drugi ma kilkanaście lat, nosi zieloną sukienkę oraz imię po franciszkaninie-in-spe Piotrze, mojej pierwszej wielkiej platonicznej miłości. I na tym koniec kolekcji. A franciszkanin Piotr ma dziś żonę i trzy córki, wygóglałam.)

Czas wracać z beniowskich perygrynacji (język mi się też rozwiązał, świątecznie, ale nie wiem: radość to, czy histeria). Zdecydowałam się wejść po tego pluszaka, a już w sklepie zobaczyłam coś jeszcze fajniejszego (i, no cóż, droższego): zwierzak wszyty w kocyk, o! to będzie misio-dla-mnie i kocyk-dla-kociuszków (wewnętrzny chochlik pisnął z wielkiej ekscytacji tym sprytnym pomysłem szalonym jak Weronika od Jarka Psikutasa). Te dwie pieczenie w ogniu jednych zakupów okazały się daniem z deserem: kocyk misiowy ma do kompletu kocyk niemisiowy, ale też milusi. Dwa kocyki! Dla naszych dwu kotów! Zrządzenie losu! W promocji (świątecznej oczywiście) nie 84 zł, tylko 40 :p BIORE!

I wzięłam:

20131217-221223.jpg

Co mi przypomniało futrzanego hultaja z lipca 2012:

20131217-221311.jpg

Saturday, 19 October 2013

Dzienniki podkorowe 16: Myszkin uratowana

Grey matter’s green journals: Myshkina (last picture) rescued — September 17, 2011

Teenagers found a mouse. Boys joyfully teased girls and girls joyfully pretended to be scared.

I took the mouse away from them. Killjoy me. No regrets at all.

091711_0204 091711_0205 091711_0206 091711_0207 091711_0208 091711_0210 091711_0211 091711_0212 091711_0216 091711_0218 091711_0228 091711_0229 091711_0230 091711_0232 091711_0233 091711_0234 091711_0235 091711_0237 091711_0242 091711_0244 091711_0245 091711_0252 091711_0253 091711_0254 091711_0255 091711_0256 091711_0257 091711_0258 091711_0260 091711_0261 091711_0264 091711_0266 091711_0267 091711_0268 091711_0269 091711_0271 091711_0272 091711_0273 091711_0277 091711_0278 091711_0280 091711_0281 091711_0282 091711_0283 091711_0284 091711_0285 091711_0286 091711_0287 091711_0288 091711_0290 091711_0291 091711_0295 091711_0296 091711_0300 091711_0301 091711_0302 091711_0305

Thursday, 29 August 2013

2013.08.29

Tulę moją ukochaną, przypominam sobie jej wczorajsze cierpienie u weterynarzy, i jej odwagę, łagodność i wielką cierpliwość. Mnie, człowiekowi w centrum świata, pycha dyktuje myśl: „Moja Emcia jest taka cudowna! Wszystkie wyjątkowe stworzenia ziemskie idą po śmierci na pewno w to samo miejsce.”.

(Poddaję się myślom romantycznym i rzewnym, gdy patrzę w oczy mojej ukochanej.)

Staram się otrząsnąć z emocji, dodaję więc w niby to naukowym stylu: „Energia tych ciał po ich śmierci zmierza na pewno w tym samym kierunku” – mając świadomość, że zmierza oraz kierunku są tylko próbą opisania nieopisywalnego i niedoświadczalnego.

Bunt małego heretyka (wywołany myślami czy emocjami – nie mam pewności; dawnymi czy obecnymi – też nie wiem) dyktuje myśl: „Jak to możliwe, żeby zwierzęta po śmierci nie szły do Raju?”

Ale właściwie pytanie brzmi: jak to możliwe, żeby nasza antropocentryczna hierarchia obowiązywała również po śmierci? Nie godzę się na to. Zostawiam ją tym, którzy nie mają innego pocieszenia. Tym, którzy harmonii szukają poza sobą. Wszystkim zagubionym i osamotnionym, którym brakuje poczucia ważności i wyjątkowości. Wszystkim, którzy boją się odejść do tego samego piachu, w którym zostaje dżdżownica, gdy nadejdzie jej kres.