Wyniki spaceru: zaklejona potem, błotem, wodą i komarami, które atakują nawet aparat fotograficzny: krew za zdjęcia!
(Uratowały mnie jak zwykle tylko glany; komary mają eukaliptusa w nosie!)
My private hive: my moments of beeing
Wyniki spaceru: zaklejona potem, błotem, wodą i komarami, które atakują nawet aparat fotograficzny: krew za zdjęcia!
(Uratowały mnie jak zwykle tylko glany; komary mają eukaliptusa w nosie!)
Pieśń niesie
zapach błogosławionej krwi.Budzi się pogańska wilczyca
ciemności kryją ziemię.Ktoś znowu ukradł księżyc?
To bracia!
To bracia zmartwychwstają!
Jeden po drugim
biegną do refektarza:Więc póki my żyjemy
kremówki naszej powszedniej
daj nam dzisiaj.
Ciekawy tekst (dopiero dziś) znalazłam: Nie wińcie naszych romantyków” Tomasza Łubieńskiego.
Warto zwrócić uwagę na ostatni akapit: “Ale ci, którzy źle się czują w atmosferze pojednania, przebaczenia, mają dzięki wawelskiej decyzji na wiele lat zapewniony chleb kłótni, insynuacji i rozliczeń.”
—
Uważam, że głosy protestów w rodzaju tego, jaki urządziła pani Olga Tokarczuk, są dowodem niezrozumienia, na czym polega polski “kult powstania”.
Nikt o zdrowych zmysłach nie chwali klęski polskich powstań: to nie z powodu przegranej Polak może być dumny z powstańczej historii swojego narodu.
Polak może (co nie znaczy, że ma taki obowiązek) być dumny z tego, że jego przodkowie nie chcieli żyć pod obcym butem, że nie chcieli się poddać bez walki, że przystępowali do obrony swoich ideałów (posiadania własnej państwowości) z nadzieją zwycięstwa.
Nie uwierzę nikomu, kto ma rzekomo historyczne dowody na to, że uczestnik powstania – czy to szary szeregowy, czy dowódca – walczył bez nadziei na zwycięstwo. (Nie twierdzę jednak, że wszyscy co do jednego mieli taką nadzieje). A co najważniejsze, że bez tej nadziei przystępował do walki. Wątpię, aby to było psychologicznie możliwe – zwłaszcza w tamtej kulturze, łącznie z ostatnim powstaniem, warszawskim.
Nie podzielam opinii notabli Polski KOMUNISTYCZNEJ, która chciała tę polską przeszłość wyśmiać i obnażyć jej rzekomy bezsens, rzekome odgórne skazanie na niepowodzenie.
Bunt nie jest bezsensowny. Jest wyrazem postawy mającej na celu obronę pewnych wartości – istotnych w danej kulturze dla danej społeczności. Niezgadzanie się z tymi wartościami nie ma sensu, jeśli się założy, że one należą do przeszłości. Można je uszanować. Szacunek oczywiście nie jest równoznaczny z nakazem szacunku (ponoć mamy pluralizm!), ale jeśli ktoś, jak pani Tokarczuk i wiele innych osób o jednoznacznie lewicowych poglądach, histerycznie manifestuje sprzeciw, to zaczynam się zastanawiać, kiedy wreszcie mentalnie wyjdzie z ławki szkolnej.