To jest portret mojej przepięknej sukni z gipiurowej (znają Państwo takie słowo?) koronki! Panna wieszanka (uprasza się nie mylić z wieszakiem! kupiłyśmy sobie na tę okazję boski biustkonosik w Inti-mis-simi i mamy KSZTAŁTY przy niedzieli! obey!) usteczka cosik ma z letka zasznurowane… Może to ta poranna godzina po weselisku, a może taka jakaś poniewczasiepanieńska nieśmiałość.
Obsceny — no bo czymże tu można ubarwić takiego nieomal śmiertelnie profesjonalnego fotoblogaska.
Lala — że to niby ja!
Dzwonnica — campanile (z włoskiego; a co sobie będziemy żałować elegancji). Bo fotki zrobilismy w hotelu tej nazwy.


















































