Archive for August, 2009

Trail Thirst, Seven.

Tuesday, August 25th, 2009

December 24th, 2007
On a train to Gdynia. Winter — one of the most beautiful ones I’ve seen. And, ah! lots of tasty glass reflections.

img_10162

img_10164

img_10167

img_10168

img_10169

img_10170

img_10171

img_10173

img_10174

img_10175

img_10176

img_10180

img_10181

img_10182

img_10183

img_10184

img_10185

img_10186

img_10187

img_10189

img_10190

img_10191

img_10192

img_10193

img_10195

img_10196

img_10197

img_10198

img_10199

img_10200

img_10201

img_10202

img_10205

img_10206

img_10207

img_10208

img_10210

img_10211

img_10212

img_10213

img_10214

img_10215

img_10216

img_10217

img_10218

img_10219

img_10221

img_10222

img_10225

img_10226

img_10227

That’s all. No trail left. The thrill is gone.

Inauguracyjnie

Saturday, August 22nd, 2009

(Znowu to samo).

Nowy obiektyw to nowe możliwości pstrykania w słabym świetle czyli to, co lubię najbardziej. To szkło (50 1.2L) daje radę o niebo lepiej, niż pozostałe (28 1.8, 100 2.8); gorzej z moim okiem… Długość wydaje mi się w sam raz, nie muszę ani uciekać w kąt pokoju, ani wchodzić szarym w nosy. Ach, ta jasność, ach koci boże, wykorzystam to szkło na chwałę Kocyków! A na samą myśl o siedzeniu w trawie — pisk i podrygi. No, ach, och, inwokacje, czas wkleić, co przetestowałam.

Z metra Wilanowska do Ursynów. Kto by pomyślał, że nie będę musiała ostrzyć! Czekasz na tę jedną chwilę…

img_14475

img_14478

img_14479

img_14483

img_14484

img_14485

img_14490

Bogini o wielu obliczach. Każde pasjonujące! (!!!)

Znowu klikasz mi przy uszach, a tam ci komar chyba lata gdzieś za tobą, nie?

img_14495

No dobrze, wytrzymam, uff…

img_14496

Ale gdzie on idzie, niech nie idzie, ja nie chcę tu sama zostać, ok?

img_14498

No nawet nawet, może by się ruszyć?

img_14499

Wygląda interesująco…

img_14500

Ooo!

img_14501

Kompozycja pasków, frędzli, zniszczeń i Ezrowej końcówki:

img_14506

Ezrę w całości zaskoczyłam:

img_14507

I tiutiutiu też Ezrunio, puff puff.

img_14508

img_14514

img_14515

Zarys kociej osobowości, chyba Emciowej:

img_14516

img_14518

Mry, siostra, masz mjentką szyjkę!

img_14526

No, patrzysz i przeszkadzasz, to się chociaż ucz!

img_14527

Kocie kompozycje (dziewczynki z lewego brzegu):

img_14537

img_14538

img_14540

img_14541

I już. Za mało kocich wąsów i łapek w różnych pozycjach, to oczywiste; tak być nie może i kiedyś się poprawię. To było wieczorem 21 sierpnia 2009.

Flora pudełkowa 14 Pięć czerwonych

Monday, August 10th, 2009

Uwielbiam maki, bo ich płatki — choć kolorem krzykliwie wyróżnione wśród łanów trawy, chwastów albo zbóż — wymykają się opisowi dłoni tak dalece, że faktura powierzchni znika jak rysunek ze skrzydła motyla, zmysłowi dotyku nie dając szansy rozpoznania. Na skórze zaś pozostaje czerwony ślad małej zbrodni. Wydaje się, że gdyby nie kolor, mak byłby zauważalny tylko dzięki podmuchom wiatru — na pewo szeleściłby jak bibuła albo łopotałby jak żagiel. Łodyga makowa wiotka i giętka, a pod palcami prawie kłująca, rosochata — zdaje się stworzona z przeciwieństw. Zachwycający delikatnością kwiat wyrasta gdziekolwiek i wszystko jest mu obojętne. Niektórzy nazywają go rośliną ruderalną, bo chętnie rośnie tam, gdzie brzydko i brudno a człowiek niechętnie stawia stopę. Mak wydaje się dbać o swoje miejsce: samą tylko barwą, niby małe ognisko, tworzy ciepłą przestrzeń wokół siebie. Gdyby nie on — spojrzenie prześlizgiwałoby się po górach odpadów, żwiru i żelastwa, aby tylko nie dostrzec żadnych niemalowniczych ruin, żadnego braku, upadku ani śmierci krajobrazu. Gdybym miała piętnaście lat, pomyślałabym, że mak woła o pomoc dla takich miejsc, że chce, aby były widoczne, aby nie dało się o nich zapomnieć i przejść koło nich obojętnie. (Vanitas…) Ale nie mam piętnastu lat. Maki rosną na podłożach bogatych w azot, a więc na obfitości śmietnisk, gnojowisk i ścieków. Maki są intensywnie czerwone, aby w ultrafiolecie rzucać się w oczy owadom. Mam trzydzieści lat i wygląd maku służy mojej przyjemności.

Poniżej maki hodowlane, które na poczętku czerwca dostałam w prezencie w kwiaciarni. Żyły w wazonie jakieś pięć dni, co jest niezwykłe, bo miały zwiędnąć na drugi dzień. Trzymały się tak długo pewnie dlatego, że codziennie je podcinałam a wodę zmieniałam dwa razy dziennie. Piły mineralną. Piękne kwiaty, przepyszne i bujne. Wolę jednak maki polne. A na fotografii najbardziej lubię czarno-białe. Muszę się zastanowić, co to znaczy. Tutaj Państwu oszczędzę, dość grafomanii na dziś.

Procesowany jak zwykle raw, delikatne ostrzenie, do niektórych zdjęć dodana szczypta ziarna (noise), w kilku miejscach niewielki retusz. Zdjęcia zrobione 3 czerwca rano.

img_13197

img_13216

img_13217

img_13226

img_13227

img_13232

img_13233

img_13236

img_13239

Słupek:

img_13253

Pręciki i pyłek:

img_13254

img_13258

img_13273

No dobrze, zadość uczynię barwom (załóżmy, że kolory są naturalne):

img_13217k

Flora pudełkowa 13 Farbki wodne

Thursday, August 06th, 2009

img_14317

img_14326

img_14327

img_14330

img_14332

img_14334

img_14335

img_14337

img_14338

img_14341

img_14344

img_14349

img_14351

img_14352

img_14354

img_14358

Fajnie było położyć kroplę wody na skórkę cebuli, nogę komara albo pyłek. Robienie takich zdjęć przypomina mi tamte czasy. I chociaż wymiar jest inny, to radocha podobna.

Dziś może mniejsza, bo chmura komarów spieszyła się do poczęstunku, jakby miało nie wystarczyć dla wszystkich.

Warszawa, 6 sierpnia 2009, między 8 a 9 wieczorem.

Seler i jego żywy feler

Thursday, August 06th, 2009

Wszystko wskazuje na to, że Apium graveolens var. dulce właśnie kupiony przeze mnie w tesko jest jadalny, ba! nawet biologicznie żywy: znalazłam w nim żywą, tłustą, szarą, gąsięnnicę* z czarnym łbem (a mówią, że realizm to cecha narracji męskiej!) oraz żywą (część segmentowana jak najbardziej ruchoma, cóż to za widok) poczwarkę w wełnistym kokonie. Nie będzie jednak okazji aby sprawdzić, czy ta zwierzyna była po prostu tak odporna na chemię i promieniowanie, czy może jutro byłoby inne, jak z Kafki albo Godzilli, trudno powiedzieć, co gorsze.

No, idę szkiełkiem łowić niebieskie migdały.

– — –

7 sierpnia rano. Ezruś medytuje nad czymś niedaleko ukrytego w szafce kosza na śmiecie. Mamle i ciapta. Głodny kotek? Zaraz damy jeść misiątku. Podchodzę, patrzę, a na placu zabaw owa gąsiennica. Wzięłam ją przez papier i łup kapciem do ziemi, dwa razy, aż dom w posadach zadrżał. No, tym razem już z kosza nie wylezie. Sprawdzam — żyje!

Wnioski: boję się wyciągać wnioski. Boję się jeść seler. A gąsiennicę wyrzuciłam za okno. Może nie wróci.