Archive for January, 2009
Sztuczka I
Monday, January 26th, 2009OSOBY
Ciocia ananka — ulubiona ciocia Ezrunia
Ezrunio — kocur zakochany w cioci anance
Rzecz dzieje sie w kuchni.
–
AKT KTÓRYŚ Z KOLEI
Ezrunio siedzi na najwyższym piętrze drapaka, a ciocia ananka myje talerz i szklankę. Wycierając je — odwraca się w stronę Ezrunia i z czułością rozpoczyna dialog.
Ciocia ananka:
Jesteś moim puchowym pieseczkiem rozmruczanym? Moim piesuniem najsłodszym? R, rr, r?
Ezrunio:
Z rezerwą, ale nie bez przychylności, spogląda na Ciocię anankę ze szczytu drapaka, postawą sfinksa wyrażając spokojne oczekiwanie.
Ciocia ananka:
Jesteś moim kociusiem milusim? Koteczkiem najkochańszym?
Ezrunio:
W jednej chwili kładzie czółko na drapaku ruchem wkręcanej śrubki, wszystkie łapki pozdrawiają sufit i już kocur leży na plecach. Dłońki otwierają się i zamykają, wąsy stroszą się od mruczenia, oczy łagodnie błyszczą spod przymkniętych powiek.
Ciocia ananka:
Zyskując pewność, że jej kotek to nie piesek — porzuca sprawy naczyń kuchennych, by w rozanieleniu oddać się myzianiu Ezrunia.
Styczeń w kotniku
Saturday, January 17th, 20091 stycznia, Emcia nad ranem podgląda nam WALL·E Bajkę.
2 stycznia, Ezrunio Nie Dawany Spać.
Szaraczki tego samego dnia późnym wieczorem, 23:59 ;-)
3 stycznia 10 sekund po północy, a kopciuszki jeszcze nie zmieniły się w myszy. Tak, to samo ujęcie, co wyżej, bo co!
6 stycznia znowu nie daję im spać. Bezcenna mina Ezry na pierwszej focie! Oczywiście złapana przypadkowo, bo celem była Emcia z brodą na pupce brata.
7 stycznia Emcia prawie piętnaście minut obserwowała śnieżycę a jednocześnie starała się złapać moje spojrzenie, które by jej powiedziało, że można się na mnie wgramolić. Co też po pstrykaniu zrobiła. I oczywiście sama wyznaczyła koniec sesji zdjęciowej.
8 stycznia, obrazki z serii “znajdź różnicę” oraz prezentacja ocząt.
Tu Emcia ładnie mi się przygląda:
Tu misiątka są prawie identyczne, a różnicę podkreśla tylko głębia ostrości ;-)
Dwie kolejne fotki mogłyby być jedym ujęciem, ale z braku światła i czasu na rozłożenie statywu (“Chwilo trwaj” niestety przy kotach nie działa) zrobiłam osobno, w takim samym kadrze. Po prawej Ezra z minką “wiatr wieje”:
No i kolorki! Na moim lcd kociuszki wyglądają tu bosko.
– — –
A poza tym…
11 stycznia Kocuś postanowił, że spędzi godzinę na moich kolanach, mrucząc, drzemiąc i spoglądając mi co jakiś czas w oczy swoim najsłodszym spojrzeniem. Oprócz tego na chwilę wszedł przednimi łapkami na moje ramię i dał się mocno przytulić. Czegoś takiego W ŻYCIU! się nie spodziewaliśmy. Ezrunio rozkwita.
14 stycznia Kicuś powtórzył wyczyn, a po kilkudziesięciu minutach dołączyła do niego siostra. Najpierw oczywiście próbowała go, zazdrośnica, wygonić z moich kolan, niechcący pacając łapką śpiącego tak, że się przestraszył, ale ciocia ananka huknęła: “Won!” i Emciusia zaowieczkowała. Przez kolejne dziesięć minut patrzyła na ciocię, która nie patrzyła na Emciusię inaczej, niż kątem oka obserwując zdziwione dziewczątko. W końcu grzeczna dziewczynka wspięła się delikatnie na kolanka cioci, depcząc braciszka, który jak zwykle wykazał anielską cierpliwość do wyderkowatej siostrzyczki, nie biorąc do siebie uszczuplenia miejsca na kolankach cioci ananki. Emciusia ułożyła się wygodnie w próżni pomiędzy ramieniem cioci a pleckami Ezrowymi, jak to tylko Emciusia potrafi, po czym słodko usnęła. Trójkącik szczęścia trwał przez kolejne pół godziny, aż cioci anance zdrętwiało siedzisko i zardzewiała szyja. Ale warto było!



















