Archive for October, 2008

Ukryte dobra papierowe

Tuesday, October 21st, 2008

Wczoraj wychodziłam z empiku z nosem na kwinę, bo nie znalazłam niczego prostszego niż Tatarkiewicz, co by mogło spełnić rolę wstępu dla opornych owieczek. (Nigdy bym nie przypuszczała, że będę kiedykolwiek z własnej woli zdawać egzamin z historii filozofii). Jeszcze tylko wzrokiem zahaczyłam o czasopisma: pomarańczowy na ciemnym kontrastowym tle ma jednak niebywałą siłę przyciągania. I tytuł w rejonie moich najnowszych zainteresowań: przestrzenie, miasta, kraje, ziemie, obszary, stolica, historia. Delektuję się ostrożnie (jak kot smakujący nowy zapach organum vomeronasale) takim na przykład Stasiukiem, odkrycie dni ostatnich, kto by pomyślał. (Pisanie o jego pisaniu, w tonie wcale nie do końca panegirycznym pomimo pierwszego zakochania, to temat na inną godzinę myśli). Już zapłaciłam za ISSN 1230-2155, już się odwracam od kasy. Wzrok pada na wielkie CZECHOWICZ. Grubiszcze takie, wydane przez jedyny i najlepszy – Teatr NN. Świat mi sprzyja czy co? Nie dość że Czechowicz, to jeszcze Lublin. Dziś zamówiłam dwa poprzednie tomy. Radocha aż piszczy! Do czego zmierzam: że można się śmiać z empiku, bo gdzie kultura, a gdzie media, ranyboskie. No i trafiają się tam sprzedawcy, którzy powinni pracować raczej w innej branży, niekoniecznie czytelniczej. Ale niedostatki będę od wczoraj skrzętnie pomijać, bo przecież właśnie dzięki temu sezamowi mydła i powidła w dni gorsze z tych lepszych w ogóle chce mi się wstać.

Roses and flowers

Sunday, October 19th, 2008

Taka o sobie tu ten, zajawka.

Wieczorem 9 października byłam w ogrodzie botanicznym UW. To chyba mój ulubiony w Warsza- wie, mimo ewidentnych wpływów minimalistycznej architektury radzieckiego socartu. Tych róż w dziesiątkach odcieni, ani tych dalii wysokich jak drzewa nic nie pokona, żadna smutna mielizna ludzkiej wyobraźni. Było jak w raju. A wydawało mi się, że nie lubię jesieni.

Flora pudełkowa 08 Pięć godzin deszczoleśnych

Friday, October 10th, 2008

21.7.2008

Las Kabacki plus okoliczne pola.
Wyszłam na spacer, BO padało.
Reumatyzm leczę pijąc pokrzywę.
Może przynajmniej w przyszłym życiu uda mi się zostać ślimakiem.