Archive for September, 2008

Headache falls

Friday, September 26th, 2008

Days paint with colour, nights with cold and headache with grey.

At first I thought it's gonna be a funny picture of me in a scarf on my forehead like they did in the seventies. Abba in the background. Muriel's Wedding. You know, that I can use even the unpleasant to serve my idea (my art as they say). But I moved accidentally, then something interrupted me and the photo session ended with only this one photo. Not Much is the inevitable end of human efforts. Well, maybe not human in general. Mine.

Lens obscura Catus in somnis

Saturday, September 20th, 2008

27.07.2008

Below: the same 28 mm as above plus the same additional plastic lens as here.

Kotki się nudzą

Saturday, September 20th, 2008

Do tego stopnia, że dziś wywlekły trzy bobki gówna z kuwety (jeden bobek został w kuwecie) i rozniosły po kuchni i przedpokoju. Właśnie sprzątnęłam. Nie rozmazały. Kupa ładnie uformowana, zwarta, stukająca, jak zwykle. Kotki zdrowe i szczęśliwe. Może tylko troszkę nadwrażliwe. Żadnych nowych zagrożeń znikąd. Kuweta zawsze czysta i pusta, sprzątana przez nas natychmiast, z użyciem opatentowanego doświadczeniem systemu czyszczenia, oprócz tego mycie generalne co tydzień, żwirek mają ten, co lubią. Jedzenie mają takie, jakie im smakuje. Żadnych stresujących zmian w otoczeniu, żadnych nowych zapachów ani obiektów żywych. Nasze kotki są wręcz wypieszczone, wychuchane i na pierwszym miejscu. I tak jak w przypadku dzieci — takie wychowywanie kotów nie jest właściwe. Zwierzę pozostaje wiecznym oseskiem, fistaszkowym Linusem z kocykiem. Jedynym więc realnym problemem jest to, że kotki są za bardzo do nas przywiązane (moim zdaniem) i wciąż znudzone pomimo ciągłego kupowania im nowych zabawek i ciągłego dawania im wszystkiego, czym chcą się bawić, a co zabawką formalnie nie jest. I pomimo szalonych pogoni, które nigdy im się nie nudzą. Oprócz tego wciąż ktoś je musi zabawiać, co Tygrys robi z dziką rozkoszą, a czemu ja się sprzeciwiam, na próżno. Ale dziś Tygrysa nie ma i jutro też nie będzie, i tak co tydzień czy dwa. Nasi milusińscy zasrają nam całe mieszkanie w ramach samodzielnej organizacji zabawy? To dziwne, ale nawet nie jestem zdenerwowana. Po prostu ręce mi opadły i żadna Vicky Halls nie pomoże. Chyba powinnam zjeść śniadanie, żeby mieć na to siłę. A mycie podłogi (dziwnie nie umyć nawet po takim szczelnym gównie, prawda?) zostawię sobie na później, bo jakie to ma znaczenie i dla kogo?

Piękny lipiec

Saturday, September 20th, 2008

Mama Tygrysa, jego babcia i ja.

18 lipca, piątek. Byłyśmy w w Radziejowicach podziwiać dwór i zamek, potem pojechałyśmy na obiad do hotelu-spa Afrodyta, a później do cukierni.

20 lipca, niedziela. Widziałysmy Muzeum Wnętrz Stylowych w Oporowie.

23 lipca, środa. Najpierw kawiarnia w Brwinowie, a potem: Muzeum Iwaszkiewiczów w Stawisku, Muzeum Motoryzacji w Otrębusach, obiad w Gnieździe (drogą na Grodzisk Mazowiecki).

Trzy kobiety bez cienia mężczyzny za plecami to już nowy kosmos i niezwykle budujące doświadczenie.

Która wie czego chce

Thursday, September 18th, 2008

Wczoraj. Bez folii, bez bibuły, bez dodatków, sam siebie zdobiący. Chyba najpiekniejszy, jaki dostałam. Pysznie wczesnojesienny: jeszcze róże i letnia zieloność, a już październikowe liście, i za chwilę szaro-białe gałązki puszystozimowe.

Przypomniał mi się pierwszy bukiet, też idealnie trafiony: fioletowe irysy z żółtymi lądowiskami jak z Van Gogha i do tego To Venus and Back.