Archive for August, 2008
Jest giczo i rossoli
Thursday, August 21st, 2008Dziś, szanowni państwo, miało miejsce rzadkie i świąteczne wydarzenie pod tytułem ananke gotuje. A tak, ananke gotować umie, ale nie lubi, więc nie gotuje. Jak to możliwe? A no, ananke, jak ta małpka, potrafi odtworzyć każdy przepis, ale własnej wyobraźni ani chęci kulinarnego kombinowania w wyposażeniu nie posiada. Nie ma co narzekać, dobre i to. Dziś więc ananke odtworzyła przepis na rosół (bardzo skomplikowana potrawa) w postaci gicz wołowa, kurze nogi, skrzydła indycze. Do tego mnóstwo przypraw i roślinności. Wody tak z siedem litrów. Kocioł jedyny w swoim rodzaju. Pyrkotało na malusim ogieńku, a, z pięć godzin. Oczywiście przed wrzuceniem wszystkiego do jednego kotła w określonej kolejności i odstępach czasu, wiedźmananke odprawiła nad szczątkami braci mniejszych tradycyjne prywatne nabożeństwo dziękczynne połączone z masażem podwodnym (przemawianie do mięsa pozwala zapomnieć o konieczności kontaku dotykowego z nieszczęsnym pokarmem), zakończone czterdziestoma minutami dydolenia giczy tępym nożem (nie jest broń borze wyraz ukrytego sadyzmu, żadne zwierzę nie ucierpiało podczas tej czyności, ananke po prostu ma tylko tępe noże, ponieważ wszystkich używa do otwierania puszek), aby ok nie było za wiele.
Stwierdzananke, że najfajniej gotować zupy: wrzuca się, co pod ręką, macha się od czasu do czasu wiedźmińską łychą wte i wewte, odprawiając czary-mary, i samo się z kocią pomocą pilnuje, a w tle można wchłaniać lekturę, pożerać krosanty z malinkami, podpierając się niespiesznie mrocznym krzewem herbacianym z ociupinką słodkiej trzciny.
Ale dlaczego ja to wszystko piszę? No, żeby pamiętać, że w czwartki po południu jest sympatyczna pani w samie na mięsie. Dziś rozmawiałyśmy o zupach i różnicy między szpondrem a giczą.
Ja jako durszlak
Wednesday, August 20th, 2008W poniedziałek przeżyłam chwile grozy, paniki, histerii, łomotu pompy pod mostkiem, konwulsji umysłu i powodzi ślepiów. Z samochodu wyszłam mokrusieńka od łydek po górę pleców. Ale wyszłam, ha! Poszłam grzecznie do apteki, kupiłam Ignację i zadzwoniłam tam, gdzie dzwonię bardzo rzadko. Wisząc na telefonie, ukułam zgrabną teoryjkę, że jestem jak durszlak, do którego w równych ilościach skądś wlewa się świeża chłodna woda i wsypują się kamienie ze żwirem. A czasem ktoś dokłada cegłę. I o ile dawno temu durszlak nieustannie napełniano wodą aż się przelewało, żwirku było trochę na dnie, i może parę kamyków, kto by tam dojrzał co i ile tego, w dodatku woda zniekształca obraz, o tyle ostatnio wody jakby mniej, za to każdy kamyk, każde ziarno żwiru i każdą cegłę widać jak na dłoni, można obserwować i analizować do woli.
Tak. No, właśnie tak to jakoś wygląda.
Dziś jestem mądrzejsza o dwa dni. Nie tylko rozróżniam formy osobowe czasownika od zwrotnych, ale też wiem, które formy skąd się wzięły i kto jest za nie odpowiedzialny.
A Durszlak wcale nie jest taki durszlak, jak z kuchennej szafki. Jest plastikowy i szary, to fakt, ale na tym kończą się podobieństwa. Durszlak leży w kałuży, która jest już prawie jeziorem, żwir zaczyna się powoli wysypywać, ziarno po ziarnie, jeszcze tylko parę solidnych kamieni do niego wpadnie, może jakaś cegła byle jak wrzucona, i Durszlak przewróci się na bok, najcięże kawałki wytoczą się, a Durszlak wypłynie na pełne morze z wypiekami na policzkach. Będzie walczył z wielorybami o swoją skórę, morskie sole go zaimpregnują, sztormy oszlifują, a słońce wysuszy. Durszlak zawinie w końcu do jakiegoś portu jako wrak durszlaka, ale to co w nim najważniejsze — ocaleje: setki dziurek, które właściwie nie są nim, tylko wszystkim innym.
Durszlak pozostanie więc Durszlakiem nie ze względu na siebie, ale ze względu na to, czego mu brak.
Wheee!
Thursday, August 07th, 2008Idziemy na Iron Maiden! Lubię takie zaskakujące zwroty akcji. Chyba powinnam ich teraz posłuchać, żeby wiedzieć czego się spodziewać, poza heavy metalem oczywiście. Trochę żal, że dwa tygodnie temu nie chciało mi się powlec na Apocalypticę (pticę? Apokaliptykę mam na myśli). Zrobiło mi się nawet łyso, że zrezygnowałam z Tori, kiedy tu była. I z Currentów. Czuję się, jakbym zdradzała moich idoli z jakimś głupim Iron Maiden! Nie znaczy to wcale, że poszłabym na te wszystkie koncerty. Takie imprezy zawsze mnie rozczarowują. Tylko Loreena jest zawsze doskonała jak jej nagrania. Ale fajnie mieć fajny bilet na dnie szuflady i pewnego dnia podczas porządków odkryć Amerykę. Nie, jednak nie posłucham Ironów. Będzie fun. O borze, w co ja się ubiorę? Don’t panic.
8 sierpnia 00:33
Wspaniały koncert!!!
Dobranoc wszystkim Fanom :)
8 sierpnia 15:00
Prawie 30 000 ludzi na stadionie. Tak pięknie śpiewaliśmy Bruce’owi 100 lat, a ja GŁUPIA tego nie nagrałam! Z wrażenia zapomniałam o takiej opcji. Taki ze mnie reporter. Wstydzę się wyjść z domu.
W mordę jeża
Thursday, August 07th, 2008Bez mojego sekretnego dopalacza, niestety całkiem legalnego i niezabawnego, bo ciągle jeszcze jestem grzeczną dziewczynką, z akcentem na dziewczynkę, znowu kładę się odwrotnie. A lista ruin jest o wiele dłuższa. I wcale nie chce się skończyć. Pies z tym tańcował. Time to die, powiedział hrabia.































