Od pewnego czasu zaprzyjaźniam się z panem kotem. Historię naszych relacji nazwałabym raczej burzliwą z uwagi na pewną cechę jego charakteru, pod wpływem której w kieszeni otwierał mi się zestaw małego terrorysty. Nie wyjawię jej publicznie, bo Ezruniowi byłoby przykro. Pomijając jednak tę niewielką [2473 m n.p.m.] nasz kumpel Kociuś ma wyjątkowo słodką osobowość. Jest łagodny i czuły, a w stosunku do Emci bardzo opiekuńczy, z nami umie się bawić bez pazurków, przymilnie tryka łebkiem, gdy chce być popieszczoszkowany, nigdy nie obniża się pod ludzką dłonią i nie uchyla się od pocałunków w czółko, z anielską cierpliwością znosi wszelkie zabiegi lecznicze i pielęgnacyjne. Wiosną trochę chorował i musiał brać leki, które podawałam mu prosto do mordki. Nie wypluwał ich, bo była to okazja w jego oczach najwyraźniej stworzona do pieszczot: kiedy ślicznie połknął tabletki, był obcałowywany i wymyziowywany jak sam cesarz kotów nakolankowych. Po kilku dniach stwierdził nawet, że sam będzie wskakiwać na fotel zabiegowy jak tylko usłyszy przygotowywania. Nie znam drugiego tak spragnionego miłości zwierzaczka. Za to w zabawie jest prawie niezmordowanym dzikusem. Uwielbia zapasy z siostrą, poza tym szaleje za piórkami na patyku, na które czasem reaguje głośnym hhhhh!, jakby to był żywy napastnik. Wyrywa zabawkę z ręki (przed kastracją w takich momentach także warczał) i truchtem odchodzi, żeby się gdzieś zaszyć i w spokoju żuć piórka. No i codziennie łasi się do zmiotki, kiedy pieszczę odrobiny żwirku wyniesionego z kuwety na pospiesznych łapkach. Uwielbia być czesany, co chyba odziedziczył po mnie.
No dobra. Dzisiaj, a właściwie już wczoraj, bo marudnie mi idzie pisanie tej kotatki, Ezra po raz pierwszy tak wyraźnie zamanifestował pozytywne uczucia w stosunku do człowieka, a właściwie do mnie. Chociaż jak intensywniej pomyślę, to okazywał mi je od początku, tylko chyba nie chciałam tego widzieć (wszystko przez ten zestaw w kieszeni i łatwość, z jaką się uprzedzam). I tu zaczynają się obrazki. Proszę sobie wyobrazić (przyda się na później), że robiłam je na czworakach! Niezwykłe jak na poważnego fotografa.
Było dziś ładne światło, a Emcia akurat w nim leżała skąpana jak nimfa, bardzo malowniczo się to prezentowało jednym słowem. Poszłam po aparat (przy tej ilości kociowydarzeń powinam mieć wbudowany w głowę). Oczywiście gdy wróciłam, rzeka wypłynęła mi spod nóg i już nic nie było drugi raz takie same. Mimo to pstryknęłam i tak to wyszło:

Ezra zobaczył, że Emcia jest w centrum uwagi, więc przyszedł pomachać mi ogonem przed obiektywem. Mam to na zdjęciu, ale Państwo wybaczą, to tylko ogon, a sytuacja zaraz zmieniła się na fajniejszą: Kociuś domyślił się, że ogonem nic nie wskóra, więc przyszedł na kocyk i położył się koło siostry:

Nadal jednak nikt go nie chciał głaskać, o zły losie! Więc wszedł pani fotograf do piżamki i położył się jakby to była jego kocia budka:

A pani fotograf, chociaż starała się z całych sił maintainować i pieszczotki, i fotki, to jednak nie udało sie jej zatrzymać kocura przy sobie. Poczuł walerianę do brykania z siostrą.
Ugryzę ją w szyję!

Ech, przez niego znowu muszę się myć!

O, już ja mu pokażę gdzie myszy harcują!


Niech mysli, że się zagapiłam,

to atak zwali go z nóg!

Nie myśl sobie, siostra, że nie umiem walczyć, utrę ci nosa że hej!

Zobacz brat! Ptaszek!

Co tam ptaszek, sikorko. Daj szyjkę.

Ej no weź odejdź i nawet nie myśl o skakaniu na mnie!

Hmm, nie myśleć? Jak to tak, nie rozumiem? Niech no się zastanowię…

Nie zastanawiaj się, bo cie pacnę po łapach!

Oj zaraz tam grozisz no jakie to typowe. A ja cię chcę tylko po pupci połaskotać, o tu:

No to chociaż w piętę?

Nie ma się co dziwić, człowieku, przecież łaskotki nie są zabronione, to wolny kotnik.

Jak ja cię zaraz zębami połaskoczę w ucho!

Brat, brat! A teraz udawajmy, że jestem bazyliszkiem!

Hahaaa! Upolowałem straszną liszkę!

Dobra, pas. Jestem na to za delikatna.

Albo nie, weź się przygotuj, zaraz będę atakować.

Hrrrrrrrraaaaa!

Oj, siostra, no ale nie można po oczach, noo!…

GrrrrrrOaaaaaRrrrr! Jestem wielką złowczynią!!!

Zaraz ją pokonam, wystarczy wytrzymać.

Nie pamiętam, czy ktoś kogoś pokonał, chyba nie i jak zwykle zawiesiły walkę na potem. Ezra położył się na fotelu, trochę przysypiał a trochę go budziłam migawką:

Czy to jest nadal kot? ;)

Życie w kocim domu obfituje w znaki miłości:

Kiedy robiłam zdjęcia Ezruniowi, Emcia weszła mi na plecy i włączyła traktorek. Nie można się nie sfocić (tym bardziej, że z bratem się sfociło), to byłaby jawna i gorsząca niesprawiedliwość. Dla tego spojrzenia można dać się pokroić (pazurkami):
