Archive for March, 2008
Dwa bileciki do kolekcji
Saturday, March 15th, 2008Już nie zdążymy, co jest oczywiście tylko moją winą! Idę opisać Błękitnym Atramentem całą prawdę i tylko prawdę w moim Kochanym Moleskine moim Kochanym Krwistym Piórem Parkera.
A jednak zdążyliśmy.
Co zapamiętam? Nagłośnienie położone na całej linii, dźwiękowiec najwyraźniej głuchy. Albo się biedaczyna starał, tylko zapomniano przed koncertem wymieść mysie kupy ze sprzętu pamiętającego jeszcze debiut Ewy Bem. Stodoła w obecnym stanie nie nadaje się nawet do hodowli trzody. Powinna poprzestać na materiale pasującym stylistyką, takich na przykład T. Love, Kasiach Nosowskich czy Kazikach. Z drugiej strony cóż miał do zaprezentowania sam zespół. Nowy materiał to już nie ta klasa. Ot, w sam raz do poskakania. Ach, swawoli było co niemiara! Jeden z większych fanów beatu odstawiał transik: dwie piłki, mniejsza i większa, rytmicznie oddalały się i zbliżały do siebie za sprawą niezmordowanej szyi, raz krótkiej a raz długiej, jak sprężyna zabawki za trzy grosze. I tak to właśnie zapamiętam. Taniocha. Wbiję sobie do głowy dobre rady doświadczonego męża, że koncerty należy omijać szerokim łukiem, bo w domu jest niebo lepiej (racja, racja, jest). I nie trzeba słuchać gwizdania, gadania i darcia mordy melomanów.






















































