Archive for February, 2008
Pełnowartościowa
Wednesday, February 27th, 2008Im więcej mięsa jem, tym bardziej staje się dla mnie jasne, że jestem wegetarianką. Chce mi się wymiotować, próbuję przełknąć grudę, żuć spokojnie, skupiam się na połknięciu w nadziei, że to już ostatni kęs, ale nie, więc zamykam usta i nie chcę więcej, ale mięso gwałci je, rozpycha gardło i wdziera się do żołądka, “mięso to konieczność, moja droga, takie jest prawo natury”, potem rozsiada się w jelitach, a mój brzuch staje się coraz większy i zmieniam się w coś innego, napełniam się czymś wstrętnym i czuję obrzydzenie do tego guza, który staje się mną, zaczyna mnie przerastać i wchłaniać, jakby gromadził zapas siebie we mnie. Mam być mięsista i strawna, konkretnie krwista, chrząstkowana, żylasta, tłustoskóra, do wyboru, wyborowa, wyśmienita, luksusowa, niezła sztuka, cielęcinka do wzięcia, brania, lizania i konsumowania, wypluwania i ponownego wykorzystania.
Zaburzony metabolizm węglowodanów
Monday, February 11th, 2008Szafa w przedpokoju była do 20:00 ostatnim bastionem ludzkiej prywatności, bronionym przez nas (spójrzmy prawdzie w oczy: przeze mnie) nieugięcie i bez wytchnienia. Przesuwane podwójne drzwi zaklejaliśmy taśmą, tą najlepszą. (Amerykańską!). Wymienialiśmy ją co kilkanaście dni, aby mieć pewność, że dobrze klei (nie my, tylko ja, ale my wskazuje na konsekwencję pedagogiczną, przez co dobrze wygląda). Prawie każde otwarcie szafy kończyło się odławianiem, bo kot, nawet całkowicie nieobecny, w jednej chwili jest tam gdzie trzeba dzięki napędowi na cztery łapy i turbodoładowaniu w postaci pociągu do miejsc zakazanych. A miejsca zakazane to wszystkie te, gdzie może w spokoju pospać w ciemności. Dopóki wielkość misiątek pozwalała, były to półki za książkami i wnętrze wersalki, do której wchodziły przez niewielkie otwory po bokach. Od jakiegoś tygodnia czy dwóch te miejsca przestały być takie wygodne. (Ale niestety nowych nie przybyło, bo pańcia nie pozwala wchodzić do szafy). I właśnie kilkanaście minut temu moje drugie ja wyrwało się spod kurateli niemiłosiernie panującego pierwszego ja i przyszło kotom z pomocą. Otworzyło szafę, położyło kocyk w miejscu ulubionym przez dzieciaczki i zaniosło oba zaspane maleństwa do ich nowego królestwa. I w sumie, do czego pierwszemu ja wstyd się przyznać, więc powiem szeptem, teraz moje wszystkie ja cieszą się, bo kociątka mogą wreszcie spać w ciemności, w pełni wypoczywać i grzecznie sobie rosnąć.
Tak to właśnie człowiek ulega stopniowemu zakoceniu i sam się nie może nadziwić, jak miło było w końcu ulec woli kota. (Wola kota składa się z kociego futerka i kocich oczu plus “takich słodkich łapeniek, uszeczek, wąsików i ogonków”, co współczesna psychologia nazywa łagodną stanowczością czyli asertywnością).
I parę dni temu (żart hermetyczny).
Ja: “No cholera, powiedz coś wreszcie po ludzku!”
Tygrys: “Mru!”
8, 10, 13 i 16 stycznia:
“tak sobie ślicznie przysypiam”

“och jej, jaka jestem wtulona”

“o boże ale dlaczego on na nią wchodzi”

“o, ale jej się to podoba” (c.d.n.)

“o, zobacz zobacz, nie chce być na zdjęciu, tylko na ogon się zgadza”

“a tu się tak ustawiliście odwrotnie, o zobacz”

A tu seria ze spania na drapaczku (kofusiamy zdrobnionka), jaka jest, każdy widzi (SŁODKA!)
“tak sobie śmiesznie śpi, pupcią zwisa”

“i tak ślicznie łepeczek wygląda”

“o jak słodko główeczka położona”

“i jeszcze jedno śpiącej główki”

“i taka milusia śpiąca łapka jak zajączka, takie ma mięciutkie podusie i zabawne włoseczki”

“i takie śliczne wibryski, och mru”

“i takie słodziutkie włoski w uszku, ojej”

Trzustka wysyła na pomoc insulinę, chwila wytchnienia.
Jeden kot zastanawia się, jak naprawić to, co naprawił drugi kot; konsultacja metodologiczna:
Żywiec Zdrój w promocji z kotą – Free & Fun! (jedno z ulubionych schowków chwilowego wytchnienia, zajmowane przy minimum dwóch miejscach wolnych):
I kolejne śpiące fotki, tym razem pod lampkami na stole. Jakie kotki? Słodkie oczywiście!
Tak skończył się fotograficzny styczeń. A w lutym…
Wszystko zaczynamy od nowa!
Evil laugh


































