Sunday, 4 January 2009

Kot multimedialny

Radość z posiadania kota nie kończy się na mówieniu do kota. Nawet jeśli ten kot to dwa koty. Nawet jeśli oba odpowiadają ci w kocim języku i wszyscy razem możecie sobie pomiałczeć w ramach wstępu do zabawy, jedzenia albo pieszczenia.

Weźmy taką sytuację: zamierzam zrobić sobie na kolację kaszę gryczaną z kefirem. Zaczynam od wybrania przypraw, z jakimi będzie się ta kasza gotować. W wyborze pomagają mi wyspecjalizowani doradcy: T., Ezra i Emcia.

Każdą przyprawę podaję najpierw Ezrowemu, który jest w kwestii zapachów niezwykle wybredny (odwrotnie niż w przypadku jedzenia). Ezra albo zapach akceptuje i przechodzi do konsumpcji, albo odrzuca, teatralnie przy tym pokazując ząbki a wąsy kładąc po sobie. Potem niucha Emcia, kotka łasa na wszelkie wonie, w które wczytuje się długo i dokładnie, intensywnie ruszając noskiem (jedzeniowo jest bardzo wybrednym drapieżnikiem). Nie zauważyłam przy tym, aby kiedykolwiek smakowały zapach przypraw organem Jacobsona. Wydaje mi się, że używają go do zapachów niesprecyzowanych i mniej intensywnych (przynajmniej dla ludzkiego nosa). Na końcu przyprawę testuje smakowo T., potem ja, i wymieniamy się spostrzeżeniami, a T. sprawdza co ciekawszą przyprawę w Internecie, kiedy ja wrzucam ziółka na wrzątek.

Dziś degustowaliśmy kardamon, szafran i kolendrę. Ezra skrzywił się przy kardamonie, zjadł kilka pręcików szafranu i pobawił się chwilę kulkami kolendry. Emcia inhalowała kardamon, szafran i kulkę kolendry. T. najbardziej smakował szafran, kardamon i kolendra na drugim miejscu ex aequo. Mnie smakował szafran i kardamon, kolendry nie próbowałam. Kasza wyszła z szafranem i ziołami prowansalskimi ;-)

Dowiedzieliśmy się, że szafran to pręciki krokusów, że nazwa tej przyprawy pochodzi od arabskiej nazwy koloru żółtego i że historia jej używania sięga 3 tysięcy lat. Wcześniej mieliśmy tylko jakieś tam blade pojęcie o szafranie jako drogiej przyprawie i barwniku, ale nie wiedzieliśmy, że rocznie produkuje się tylko 300 ton szafranu i że ten luksus świat zawdzięcza Iranowi. Dla porównania, pieprzu mamy co roku 300 000 ton, głównie z Wietnamu.

Tuesday, 16 December 2008

Paski za kratkami

Powiesiłam zasłony ponad trzy godziny temu, ale dopiero przed godziną zauważyłam, że jedna jest w pasy, a druga w kratę. Najlepsze jest to, że znamy się z obiema jak łyse konie (a raczej ślepe kobyły). Jeszcze lepsze jest to, że tą rewelacją wzorystyczną zaskoczyłam esemesowo moją mamę, która je kupowała w naszym ulubionym lumpeksie.

Laurka należy się mojemu supłowi neuronowemu, który dawno temu zauważył różnicę, bo kiedy prosiłam przez telefon o przesłanie mi tych zasłon, nie byłam pewna ich wzoru. Obie są w pastelowych kolorach. Nie takich soczyście świeżych, ale przydymionych, ołowiowych. I na obu wzdłuż biegną grube pasy: złamanej bieli a może écru, spranego błękitu pruskiego i spłowiałego błękitu królewskiego, który właściwie mógłby udawać drugą młodość popielatego gołębia — przetykane cieniutkimi paskami oliwkowego khaki i zwiędniętej marchewki. Te szaro-niebiesko-białe tworzą motyw przewodni obu zasłon. Diabeł tkwi w szczegółach: dodatkowo druga z nich jest poprzecznie rzadko prążkowana paskami oliwkowymi, ale jeszcze cieńszymi niż te pionowe. Poza tym zasłony udają fakturę lnu i byłam przekonana, że to len aż do chwili, kiedy żelazko mi się przylepiło.

Everything, in fact, was something else.

Po świętach wrócę do jednolicie białych w jakieś hafty czy inne dziurki-kwiatki w połowie wysokości i znowu będę się trzeba cieszyć pomieszczeniem o czterech ścianach bez okna i piątej z oknem pojawiającym się za dnia.

A tymczasem home sweet home.

(A może to Emciucha pazurem zdarła kratkę, kiedy je prasowałyśmy?)

Thursday, 11 December 2008

Jednoaktówka w trzech aktach

Lid opisowy (allegro maestoso)

Trzy lampki wychodzą z ciemnych kątów mojego pokoju.

Szopen gra swój wielki koncert. Dźwięki bawią się w głuchy telefon za zasłoną cichego buczenia prądu w głośnikach.

Żółty kocyk udaje plamę słońca specjalnie dla kotów. A one — jak obwarzanki posypane ziarenkami snów. Jak makiem zasiał, tak cicho…

Romance (larghetto)

Romans szkoły z chrapaniem.
W zeszycie sprzed dziesięciu lat znalazłam niewielki odłamek moich ulubionych andrutów, takich cienkich, okrągłych. Wzruszyło mnie to. Kawałeczek jak hostia. (Eliade 1957).

Rondo (vivace)

Odrabiamy lekcje!

Monday, 3 November 2008

Wesołego poranka życzy owsianka

Zanim dzień zacznie się na dobre, słowo wstępu może.

Kuweta sprzątnięta, pluszaki nakarmione, śmieci wyrzucone, zakupy zrobione.

Teraz robią się inne absolutnie konieczne czynności waty dnia.

Potem słowa, słowa, słowa… (Czy to musi być takie uniwersalne, lekcja, temat?)

Mróżyczka jak zwykle jeszcze niespecjalnie dotykalska; to się stanie dopiero, kiedy T. będzie wychodził i nie będzie ani chwili do stracenia.

Plasterek za to jak zawsze roztobołkowany na słodko z puchem przemruczenia. Plasterek dobry na ból świata i bóle istnienia!

Czajnik piszczy