Archive for the Category 'Altana śmietnikowa'

Architektura z DUżą…

Wednesday, December 16th, 2009

24 czerwca, sesje nadwiślańskie, remont mostu Śląsko-Dąbrowskiego, baśniowy eklektyzm (alfabetyzm?) Powiśla, wielkomiejskie uroki Oboźnej:

IMG_13432

IMG_13434

IMG_13435

IMG_13436

IMG_13437

IMG_13440

IMG_13441

IMG_13444

IMG_13445

IMG_13446

IMG_13449

IMG_13451

IMG_13455

26 czerwca, gdzie nie spojrzę — pięćdziesięcioletnia dusza, ang. ghost, Warszawy (widać ją nawet z niezabudowanych pól Wilanowa — dojdziemy do tego na tym blogu — dowodów szukaj w tym kotalogu):

IMG_13456

IMG_13458

IMG_13459

IMG_13461

IMG_13464

IMG_13465

IMG_13466

IMG_13467

29 czerwca, drugi (przesadzam? no to może trzeci?) miesiąc zabaw na placu zabaw:

IMG_13513

Pomagały nie tylko przedszkolaki, ale i uczniowie szkół podstawowych — na zdjęciu z 4 sierpnia dwaj chłopcy kolorowymi łopatkami zagarniają jeziorko (niestety w decydującym momencie mogłam się drapać po nosie) do kratki odpływowej:

IMG_14313

Kilka (naście?) dni później zabrano zabawki.
I już jest ładnie (możecie mi wierzyć, co nie?).

Dzień dobry, panie Maliniak!

Friday, May 22nd, 2009

14.05.2009 Świat Świateł

img_13134

img_13136

21.05.2009 GruzBud po śniadaniu. (Uwaga, niecenzuralne rozmowy podsłyszane). Remont się robi spontanicznie (?), bo trzeba ludzi zatrudnić (?). Spontanicznie też się planuje — palcem i łopatą. (A czy to gorzej, jak ma się celne oko?). Co nie wyklucza pozytywnych wyników, w Bogu cała nadzieja.

– To dokąd to?
– A dotąd, o.

– To się wypierdoli. Ale trzeba być przygotowanym, żeby przykleić.

– Dotąd, nie? Ale i tu trzeba, o.

– Tutaj tak na równo… I wystarczy.

– A, kurwa, o tu brakuje!

– Ty weź tam rób!

img_13138

img_13140

img_13141

img_13144

Latarnie Miasta Atelier po Hrabalu i Zelence. Właściwie miało być “O, popatrz! Wygląda, jakby światła świeciły wprost z nieba!”, ale chyba się za bardzo spieszyliśmy i na oko chłop w szpitalu umarł. Ale latarenka wyszła fajowo. Zdjęcie prezentuje oryginalne spojrzenie.

img_13153

Wyszarp drzewko

Tuesday, October 28th, 2008

U nas akcja Wyszarp drzewko ruszyła pełną parą! Święta tuż za góralskim pasem, więc każdy ma nadzieję zobaczyć kobierzec barwnych jesiennych liści na jeszcze do niedawna zieleniejących się trawnikach i wesoło nam połyskujących nagrobkach.

27 października na wybranych ludzkich osiedlach i pamiątkowych cmentarzach wzorowe dozorczynie o silnych ramionach kobiety nie bojącej się wyzwań, jakie niesie życie, już rozpoczęły swój przedświąteczny marsz przez ogrody, skwery i place. Akcja ma na swym celu odtworzenie realiów złotej polskiej jesieni z czasów panowania na powitanie jednego z najpiękniejszych polskich miesięcy: listopada. Ale na tym nie kończą się wszystkie korzyści Wyszarp drzewka! Fundatorzy tej pierwszej w Europie Centralnej rekonstrukcji historycznej aury jesiennej mają nadzieję przyspieszyć w ten przyjazny dla środowiska sposób nadejście zimy poprzez indukowane energiczną kobiecą dłonią opadnięcie liści z drzew jeszcze przed końcem grudnia bieżącego roku. Przygotuje to również podłoże odpowiednie dla przyszłego śniegu, który dzięki temu będzie mógł on padać niczym niezmącony, zachowując biel najwyższej jakości aż do kwietnia, kiedy to cały kraj topi folklorystyczne marzanny w krystalicznie pluskających rzeczkach i rzekach o porywających nurtach nadchodzącej pięknej polskiej wiosny.

Entuzjaści tego pierwszego pionierskiego projektu wyrażają radość oraz nadzieję z powodu, że nasza piękna polska kraina wreszcie bedzie podobna do tej, jaką mają zimą rolnicy w Grenlandii w północno-zachodniej Europie.

Kociość skowana

Sunday, September 07th, 2008

Siedzę sobie dziś w oknie z Kocią, oglądamy nasz mały światek. Pan Stróż idzie w naszym kierunku, patrzy na Kocię. Uśmiecham się — no bo co mam zrobić? zamknąć okno i uciec? Zaczyna rozmowę “Co to za rasa”. Mówię “Ruski niebieski”. I powtarzam jeszcze kilka razy: najwyraźniej powietrze ma dziś wyjątkową nieprzejrzystość dźwiękową. Pan Stróż kontynuuje: “Wygląda str…” (czy okr…?), anyways, dokańczam za niego: “strasznie”. Wycofuje się, trochę zaplątany. Chodziło mu o to, że taka dziwna rasa. I zaczyna monolog przetykany moimi niesłyszalnymi didaskaliami: a że kiedyś miał psa, z którym jedździł na wystawy, że do dziś jest w związku kynologicznym, że psy są bardziej kontaktowe niż koty (ale z rozmowy nie wynika, że kiedykolwiek miał kota), że psy mają taki sam mózg jak człowiek, tylko mniej rozwinięty: że psom nawet podaje się ludzkie leki, że on to wie od weterynarzy, z którymi wciąż ma kontakt, i że on oglądał dużo programów i czytał National…. National?… (Geografik — dopowiadam w uproszczeniu, aby mi się rozmówca nie pogubił w zawiłościach obcej mowy, bo wiadomo: powietrze ma dziś nieprzejrzystość). Próbowałam tłumaczyć, że koty nie są mniej kontaktowe, że widzę to po swoich dwóch kotach, a mam porównanie, bo miałam też psy. On mi na to “Aa! Są różne psy!”, sugerując niechcący, że jego pies był bardzo mądry a moje głupie. Dowodem psiej mądrości oraz tego, że psy sa bardziej kontaktowe jest według Pana Stróża fakt, że psy można tresować. Dobił mnie tym; bo jak powiedzieć człowiekowi, przepraszam: mężczyźnie z trochę bardziej rozwiniętym niż u psa mózgiem, że koty też można tresować? Nie uwierzyłby, bo przecież kot jest mniej kontaktowy!

Swoją drogą jakie to smutne i o jak wielkim prymitywiźmie świadczy, że niektórzy za miernik inteligencji biorą podatność na tresurę, łamanie woli i tańcowanie ku uciesze gawiedzi. Pies może być wspaniałym służącym i obrońcą, ale przyjaźń z nim będzie zawsze przybierać formę całkowitej zależności. Znałam wiele cudownych i niezwykle mądrych psów (co w ich przypadku tylko częściowo oznaczało “świetnie wytresowanych”), głównie owczarków niemieckich, bokserów i kundelków, które mimo całej złożoności charakterów, mimo całej indywidualności, niestety zawsze w jakimś stopniu były do siebie podobne, taka Psia Panosobowość. Gdybym miała rysować anthro — ilość kocich indywidualności mogłaby być niemal nieskończona; ilość psich wypadłaby w tym porównaniu dosyć blado. I piszę to ja, ananke, której ukochany bokserowieczkopies mieszka daleko i ma 14 lat!

Niniejszym postuluję, aby feministyczną (społeczną) kategorię Innego rozszerzyć na kota. Argument: koty były palone na stosach razem z czarownicami. Za inność. Za nie bycie psem.

Na pohybel rasistom z mózgiem trochę bardziej rozwiniętym niż psi. (Przepraszam wszystkie rozumne psy). (I dziękuję Wielkiej Bogini za mężczyznę o mózgu podobnym do mojego).

(I na pohybel tym, którzy biją cudowne goldeny za to, co każdy szanujący się pies ma obowiązek uczynić przynajmniej raz dziennie: nastraszyć stado srających dinozaurów!)

A tu rozmowa z Edwardem Hartwigiem, między innymi o psach i kotach :)

Jest giczo i rossoli

Thursday, August 21st, 2008

Dziś, szanowni państwo, miało miejsce rzadkie i świąteczne wydarzenie pod tytułem ananke gotuje. A tak, ananke gotować umie, ale nie lubi, więc nie gotuje. Jak to możliwe? A no, ananke, jak ta małpka, potrafi odtworzyć każdy przepis, ale własnej wyobraźni ani chęci kulinarnego kombinowania w wyposażeniu nie posiada. Nie ma co narzekać, dobre i to. Dziś więc ananke odtworzyła przepis na rosół (bardzo skomplikowana potrawa) w postaci gicz wołowa, kurze nogi, skrzydła indycze. Do tego mnóstwo przypraw i roślinności. Wody tak z siedem litrów. Kocioł jedyny w swoim rodzaju. Pyrkotało na malusim ogieńku, a, z pięć godzin. Oczywiście przed wrzuceniem wszystkiego do jednego kotła w określonej kolejności i odstępach czasu, wiedźmananke odprawiła nad szczątkami braci mniejszych tradycyjne prywatne nabożeństwo dziękczynne połączone z masażem podwodnym (przemawianie do mięsa pozwala zapomnieć o konieczności kontaku dotykowego z nieszczęsnym pokarmem), zakończone czterdziestoma minutami dydolenia giczy tępym nożem (nie jest broń borze wyraz ukrytego sadyzmu, żadne zwierzę nie ucierpiało podczas tej czyności, ananke po prostu ma tylko tępe noże, ponieważ wszystkich używa do otwierania puszek), aby ok nie było za wiele.

Stwierdzananke, że najfajniej gotować zupy: wrzuca się, co pod ręką, macha się od czasu do czasu wiedźmińską łychą wte i wewte, odprawiając czary-mary, i samo się z kocią pomocą pilnuje, a w tle można wchłaniać lekturę, pożerać krosanty z malinkami, podpierając się niespiesznie mrocznym krzewem herbacianym z ociupinką słodkiej trzciny.

Ale dlaczego ja to wszystko piszę? No, żeby pamiętać, że w czwartki po południu jest sympatyczna pani w samie na mięsie. Dziś rozmawiałyśmy o zupach i różnicy między szpondrem a giczą.