Kociość skowana

Siedzę sobie dziś w oknie z Kocią, oglądamy nasz mały światek. Pan Stróż idzie w naszym kierunku, patrzy na Kocię. Uśmiecham się — no bo co mam zrobić? zamknąć okno i uciec? Zaczyna rozmowę “Co to za rasa”. Mówię “Ruski niebieski”. I powtarzam jeszcze kilka razy: najwyraźniej powietrze ma dziś wyjątkową nieprzejrzystość dźwiękową. Pan Stróż kontynuuje: “Wygląda str…” (czy okr…?), anyways, dokańczam za niego: “strasznie”. Wycofuje się, trochę zaplątany. Chodziło mu o to, że taka dziwna rasa. I zaczyna monolog przetykany moimi niesłyszalnymi didaskaliami: a że kiedyś miał psa, z którym jedździł na wystawy, że do dziś jest w związku kynologicznym, że psy są bardziej kontaktowe niż koty (ale z rozmowy nie wynika, że kiedykolwiek miał kota), że psy mają taki sam mózg jak człowiek, tylko mniej rozwinięty: że psom nawet podaje się ludzkie leki, że on to wie od weterynarzy, z którymi wciąż ma kontakt, i że on oglądał dużo programów i czytał National…. National?… (Geografik — dopowiadam w uproszczeniu, aby mi się rozmówca nie pogubił w zawiłościach obcej mowy, bo wiadomo: powietrze ma dziś nieprzejrzystość). Próbowałam tłumaczyć, że koty nie są mniej kontaktowe, że widzę to po swoich dwóch kotach, a mam porównanie, bo miałam też psy. On mi na to “Aa! Są różne psy!”, sugerując niechcący, że jego pies był bardzo mądry a moje głupie. Dowodem psiej mądrości oraz tego, że psy sa bardziej kontaktowe jest według Pana Stróża fakt, że psy można tresować. Dobił mnie tym; bo jak powiedzieć człowiekowi, przepraszam: mężczyźnie z trochę bardziej rozwiniętym niż u psa mózgiem, że koty też można tresować? Nie uwierzyłby, bo przecież kot jest mniej kontaktowy!

Swoją drogą jakie to smutne i o jak wielkim prymitywiźmie świadczy, że niektórzy za miernik inteligencji biorą podatność na tresurę, łamanie woli i tańcowanie ku uciesze gawiedzi. Pies może być wspaniałym służącym i obrońcą, ale przyjaźń z nim będzie zawsze przybierać formę całkowitej zależności. Znałam wiele cudownych i niezwykle mądrych psów (co w ich przypadku tylko częściowo oznaczało “świetnie wytresowanych”), głównie owczarków niemieckich, bokserów i kundelków, które mimo całej złożoności charakterów, mimo całej indywidualności, niestety zawsze w jakimś stopniu były do siebie podobne, taka Psia Panosobowość. Gdybym miała rysować anthro — ilość kocich indywidualności mogłaby być niemal nieskończona; ilość psich wypadłaby w tym porównaniu dosyć blado. I piszę to ja, ananke, której ukochany bokserowieczkopies mieszka daleko i ma 14 lat!

Niniejszym postuluję, aby feministyczną (społeczną) kategorię Innego rozszerzyć na kota. Argument: koty były palone na stosach razem z czarownicami. Za inność. Za nie bycie psem.

Na pohybel rasistom z mózgiem trochę bardziej rozwiniętym niż psi. (Przepraszam wszystkie rozumne psy). (I dziękuję Wielkiej Bogini za mężczyznę o mózgu podobnym do mojego).

(I na pohybel tym, którzy biją cudowne goldeny za to, co każdy szanujący się pies ma obowiązek uczynić przynajmniej raz dziennie: nastraszyć stado srających dinozaurów!)

A tu rozmowa z Edwardem Hartwigiem, między innymi o psach i kotach :)

Leave a Reply