Ciastko z wisienką

Oto ćwiczenia z moim nowiutkim 5D z kilku pierwszych dni września :)) Nie śmiem stworzyć nic lepszego. Narazie skradam się powolutku na paluszkach i cykam takie-nic, udając że nie robię nic.

Wspaniały Pan Aparat onieśmiela małą anankę swoją cudowną matrycą, która jak żadna inna wydobywa ukryte dotąd możliwości anankowych obiektywów (a właściwie 28 mm, bo makro setkę boję się podpiąć: za wiele szczęścia naraz grozi powikłaniami). Ananke jeszcze nie wie, czy polubi się z Panem 5D — na razie wydaje się jej zbyt pretensjonalny i za widoczny; przydałby się tu syndrom fury, skóry i komóry niwelujący kompleksy. Pasek ananke podpięła napisem do szyi, ale ta czerwona lamówka i tak wyziera podstępnie, robiąc wrażenie, że właściciel jest kimś więcej niż jest. O zgrozo, teraz muszę sobie zrobić legitymację prasową! Albo chociaż wernisaż jajek na patelni.

Jeszcze nie byłam z nim na spacerze, chociaż kilka razy chodził ze mną po mieście w torbie. Planuję sobie przypiąć do niego jakiś niepoważny breloczek w stylu “Ogórek zastępczy” albo “Jazda próbna”, żeby nie wyglądać z nim tak przeraźliwie dęto, napuszenie i profesjonalnie; albo może moje imię, aby fotografowany mógł wykrzyknąć… co tylko zechce. W zamian za okradzenie go z duszy ];->

Taak, dopiero za kilka lat pozbędę się kompleksu gorszości i wtedy to już Świecie Nadchodzę! ;P

No dobrze, to teraz Węgry (albo Włochy, jak kto woli) — światło jest najpiękniejszą rzeczą na świecie

a teraz Iran (to te żółte słodkie śliwki z kwaśną skórką)

a teraz Polska (już wrzesień, ale komary ciągle tną)

a teraz ananke (cała rozanielona nową zabawką zapomniała poprawić fryzurę do zdjęcia)

Leave a Reply