Flora pudełkowa 05 The Sound and the Fury

Pierwszego czerwca poranek był wściekle gorący, nie tylko na łące.

Zaczęło się jak sen.

Potem chmury głodnych owadów cięły, jakby człowiek był ich jedynym pokarmem po chłodnej nocy. Powietrze pachniało, kręciło w nosie i rozgrzewało nawet oczy. A pod grochodrzewem było słodko i niebezpiecznie. Zanurzona głęboko w huczących rojach głowa traciła jedność zwykłej bryły. Można tak było stać i przemieniać się bez końca w coraz to inną fasetkę, inne skrzydełko, inne pracowite czułki. Miodu nie potrzeba jeść, miód jest zapachem białych kwiatów i żółtych ciałek, wchłanianym przez rozgrzaną słońcem skórę.

W końcu pasja poddała się uspokojeniu.

Leave a Reply