Wiara wraca!
Piąty czerw do tej wisienki co wczoraj żułam, gadzin trzynasty, updejtem zwie się to, hej:
Dziś słyszałam niezwykle oryginalne wołanie: “Edmund wraca!”. Konstrukcja powtórzyła się z kilkoma innymi imionami, cień podejrzenia ani ziarno wątpliwości — no po prostu nic nie padło poza bladym strachem o przyszłość ojczyzny-polszczyzny, no może przesadzam żeby się gorzej czytało ale ładniej brzmiało (to się nazywa grafomania, dziś już grzechem nie jest), że tam na samym końcu nie ma j! Mam kilka hipotez (ni)e-naukowych. Jedna z nich to taka, że pani przedszkolanka naczytała się poradników do wizualizacji (o fotografię tu nie chodzi, chociaż widziałam raz coś jakby lustrzankę w jednej dziesięciorga rąk, zdziwienie uprasza się ukoić w poście środy, wychowawczyni, ale czy to słowo nadal odności się do tego samego desygnatu, och jakie mądre słowo!, co dwadzieścia lat temu?, zapewne miłośniczki portretu dziecięcego). Silną wolą i niezłym okiem trzeba się wykazać, żeby w uciekającym dziecku widzieć powracające. A może pani przedszkolanka wstydzi się zwrócić do małolata bezpośrednio? Zniżać się jakoś nie wypada, cały blok, ba! nawet wszystkie psy na balkonach mogą przecież podsłuchywać, plotki by się jeszcze rozeszły o niekompetencji wychowawczej… Druga czy któraś tam już hipoteza, widzą państwo mózg odmóżdżony latami pracy w Internecie ale to inna bajka, jest ciut bardziej zwrócona w kierunku języka jako systemu znaków i reguł ich łączenia, a więc nie chodzi o to, że tym kawałkiem mięśnia poprzecznie prążkowanego można pobruszyć (wyrazu z drugiej części pierwszego polskiego zdania nie śmiem odmienić w duchu żadnej z miłościwie nam panujących norm językowych) w jamie gębowej czy gdzie tam sobie kto życzy, tylko o to, żeby można było pobruszyć wokalnie: wszystko to, co pomyśli głowa. Żeby na gęś nie wypaść niekulturalną, bo tego Polak wystrzegać się powinien wzorem trenów Beniowskiego, to nie źwierzyniec, tu jes Europa, tu się byków nie zbija, to mit jakiś. No więc hipoteza trzecia jest o tym, jak pani wychowawczyni chciała delikatnie ale zdecydowanie (niby że tu się nie rozkazuje, bo tu jest klub przedszkolaka, a nie żadne perelowskie przedszkole publiczne) wyrazić nakaz kategoryczny, ale do dzieci z bogatych osiedli należy się zwracać uprzejmie i subtelnie, o czym powiada kodeks moralny człowieka i obywatela, który wisi ku przestrodze wszem i wobec, głęboko wykrojony planem pięćdziesięcioletnim. Koniec, tak mi dopomóż Bug.
