Luty: Koty w buty.
Drogi pamiętniku…
Misiątka znowu spały na kaloryferze a ja znowu próbowałam Ukazać Naturę Ich Piękna, Słodkości i Mądrości.
Dzieciątka po zabawie. Chłopięto wyczerpane jak na fruwające trzy kilo przystało. Dziewczynka odpoczywa do towarzystwa, bo waży tylko półtora, baletniczka.
Chłopiec wygniata dziewczynkę w ramach przygotowania do życia w rodzinie. Bardzo mu sie nie podobała ta sesja zdjęciowa i pewnie by mi nie podpisał zgody na publikację, sądząc po jego minie. Ona za to w pełni błogiego niezrozumienia i oczywiście wygląda uroczo.
O, a tam coś chodzi po ścianie, no tam sobie pstryknij, ciocia.
Jak mogłaś robić mi zdjęcia w takiej intymnej chwili…
Widziałem na Animal Planet że jak strusie tak robią, to ich nie widać.
Ona wiedzę o tym, że pupcia to najmiększa podusia, wypiła zapewne z mlekiem.
Bez żywca nie można wytrzymać nawet miesiąca (por. styczeń).
Mina z gatunku “o boshe łał” (chyba wujek wrócił, kiedy akurat byłyśmy w zgrzewce).
Nie właź na ten parapet bo cię zamotam tak, że zobaczysz!
A teraz cię zjem i to ostrzegam na w stu procentach poważnie!
Zaraz ją zaskoczę, tylko poczekam aż się przygotuje.
Joga ciała w stanie kociego umysłu.
A tu pilates, bo dość łatwe.
Kot w stanie medytacji.
Kto pierwszy, tego łap za ogon.
Dziewczątko moje kolankujące.
No zobacz, tu, o, na firance powisimy!
No co, przecież ta firanka tak tu po to wisi.
To sobie popatrzę. Chyba można?!
“Znajdź różnice” (a są!).
Bliźnięta, lustrzane odbicia, dwie połówki tego samego kota. Takie chwile są najsłodsze :)
Do siego marca.































































