Seler i jego żywy feler

Wszystko wskazuje na to, że Apium graveolens var. dulce właśnie kupiony przeze mnie w tesko jest jadalny, ba! nawet biologicznie żywy: znalazłam w nim żywą, tłustą, szarą, gąsięnnicę* z czarnym łbem (a mówią, że realizm to cecha narracji męskiej!) oraz żywą (część segmentowana jak najbardziej ruchoma, cóż to za widok) poczwarkę w wełnistym kokonie. Nie będzie jednak okazji aby sprawdzić, czy ta zwierzyna była po prostu tak odporna na chemię i promieniowanie, czy może jutro byłoby inne, jak z Kafki albo Godzilli, trudno powiedzieć, co gorsze.

No, idę szkiełkiem łowić niebieskie migdały.

7 sierpnia rano. Ezruś medytuje nad czymś niedaleko ukrytego w szafce kosza na śmiecie. Mamle i ciapta. Głodny kotek? Zaraz damy jeść misiątku. Podchodzę, patrzę, a na placu zabaw owa gąsiennica. Wzięłam ją przez papier i łup kapciem do ziemi, dwa razy, aż dom w posadach zadrżał. No, tym razem już z kosza nie wylezie. Sprawdzam — żyje!

Wnioski: boję się wyciągać wnioski. Boję się jeść seler. A gąsiennicę wyrzuciłam za okno. Może nie wróci.