Flora pudełkowa 12 Lattesień
O proszę, jaka ze mnie poetka lingwistyczka. Dzień, nie tak dawno dzisiejszy, wyjątkowo spędziłam jednak nie na wymyślaniu poematów, a na pstrykaniu fotek.
Ponieważ beznadziejna pogoda oznacza dobre światło (niestety tylko dla fotografii), pomyślałam sobie: “Zabawię się!” i wrzuciłam do kawowej* poduchy kilka jesiennych jabłek, dodałam szczyptę letniej piwonii — et voilà!
*Moja ulubiona to nie latte, a mocha, z bitą śmietaną na wierzchu.
Jabłuszko au naturel, aksamitnie omszone:
Tu po wypolerowaniu i zroszeniu:
Właściwie po co ten spodeczek?
Bita śmietana zjedzona:
Całkiem niechcący modelka upuściła listek:
Dziewczyny zbiegły się, aby ją zasłonić. Jedna miała listek zapasowy i taki sposobem zastąpiła koleżankę:
Wreszcie wspomniana szczypta latta:
Po wyjściu ze studia poszliśmy z T. liczyć maki na polach:
C’est fini. (To jakaś maniera? Przejdzie mi, proszę o cierpliwość.)








