Pyszczek mojej ukochanej

Pyszczek mojej cukrusowej chmurki wyraża jej różne stany emocjonalne (chciałabym napisać: myślowe, i nie dbam, co świat na to! Świat rozumie tylko to, co widzi. A widzi się — zauważa — tylko to, co ma się w sobie).

Jeśli żyjesz z kotem czy kotami, które kochasz i które starasz się poznawać (a poznajesz je przez całe ich życie, bo kot nie jest ustalony raz na zawsze, tylko zmienia się troszkę tak jak i Ty się zmieniasz; wszystkie doświadczenia kociego życia wpływają na koci charakter), to zauważasz odcienie kocich emocji nie tylko w kocim zachowaniu w ogólności, ale też w mimice pyszczka (oczy, wibrysy/”policzki”, uszy, i ich wzajemne położenie w różnych sytuacjach, kiedy kot reaguje na zachowanie innego kota, na twoje, albo na jakieś inne dzianie się w domu czy za drzwiami lub za oknem), w postawach ciała, układach ogona i w różnorodności miałków i innych odgłosów; oczywistością najlepiej ludziom znaną jest też ciastkowanie, mruczenie i syczenie (my to nazywamy chyczeniem, bo to lepiej naszym zdaniem opisuje ten dźwięk). Szczegóły kociego zachowania zauważasz zwłaszcza wtedy, gdy masz koty gadatliwe, kontaktowe, ciekawskie, nieznudzone, generalnie zdrowe (pamiętaj: jeśli niepokoi Cię lub dziwi zachowanie Twojego kota, najpierw idź z nim do lekarza, który zleci odpowiednie badania), dla których jesteś centrum świata i źródłem absolutnie wszystkiego. I generalnie jeśli masz czas na kontakt z kotami albo… Twoje życie kręci się wokół kotów. To ostatnie bywa uciążliwe, owszem, ale daje dużo radości i zabawnych akcentów: na przykład gdy mieszkasz z kotem albo znasz kota, który przychodzi Cię pocieszyć, gdy słyszy, że pociągasz nosem; który domaga się porannego rytuału “wspólnego picia kawy”, czyli Ty pijesz kawę i coś czytasz z kotem na kolanach; który domaga się ułożenia mu jego pieleszy w konkretnym miejscu tam gdzie zawsze — czyli musisz wreszcie posłać swoje łóżko i położyć na nim kocią matę grzejącą; który domaga się spacerku choćby po klatce schodowej i musisz wyjść, bo kocie zadowolenie bezpośrednio przekłada się na koci apetyt, o czym — nie przymierzając — na pewno wiedzą też ludzie mający “dzieci zamiast kotów”; albo który podczas zabawy nieustannie daje Ci do zrozumienia, że strasznie się cieszy z waszej wspólnej zabawy, i aż mruczy głośno, raz po raz spoglądając na Ciebie mrużąco i obijając się swoim łebkiem o Twoje dłonie, w których trzymasz zabawkę. Życie z kotem bywa źródłem zachwytów. Na pewno też — dla nas — jest zaszczytem.

Dlatego… kociego pyszczka nigdy dość! Na zdjęciach — kocia i jej ukochana ciocia ananka. Sekwencja “wydarzeń”.

“Ciocia ananka zrobiła nam te fotki zupełnie samodzielnie, na co jej zresztą pozwoliłam, bo widziałam, że jest skupiona na mnie i nie musiałam się malowniczo obrażać, takim dużym pudełkiem, co się go nie da rozgryźć i ma jakiś taki niewydarzony zapach, ale ten taki doczepiony sznurek pachnie ciocią ananką, więc całość wrogiem nie jest i warczeć nie trzeba.” (To mi panna futrzana przekazała na potrzeby niniejszego bloga.)

Kocia ma na myśli 5D z obiektywem 50 1.2L. Dodam, że fotki są z ręki, ostrość kwestią zaistniałego łutu szczęścia, czyli niewątpliwie wpływu mruczącej osoby; oświetlenie pokoju to 75W x2, rawy przepuściłam przez kąpiel lightroom’ową, przy czym nie są to presety, tylko wyczucie i błądzenie własne. Sesja “spontanicznie wymuszona” przez panienkę Domagam Się Teraz Uwagi Bo Już Mnie Chyba Nie Kochasz a Ja Cię Kocham Cały Czas i Oto Nadeszła Chwila Kiedy Ci o Tym Przypomnę: fotka powyżej — na której pytające spojrzenie bada Twoją duszę, czyta Twój nastrój i kocim “pazurkiem mentalnym” wykrawa w Twoim sercu delikatnie a z chirurgiczną precyzją tak słodko krwawiące pytanie: “Czy mnie jeszcze pamiętasz? TERAZ NATYCHMIAST?” — jest wstępem do podwójnego portretu:

Wszystkie zdjęcia z 17 listopada 2017.

Ostatnia aktualizacja: 11 kwietnia 2018.