Koty grudniowe
Oj, nazbierało się kotek. Ale po kolei, najpierw zamierzchła przeszłość, raz jeszcze, po powodzi na blogu. Marne światło żarowe, ISO 1600 i statyw w szafie, co się odbiło szczególnie 28. Przy edycji nie ostrzyłam bo mam soft fazę. A za parę dni, jeśli znowu najdzie mnie łaskawa ochota przerwać to, co robię poza terroryzowaniem kociątek, będą się tu pojawiać niektóre ze styczniowych ukoceń. (Będą też niekoty, jakoś tak może pokotach).
28 i 29 grudnia:
30 grudnia:
31 grudnia:
A potem było brykanie:
I odpoczywanko:
I jeszcze patrzyliśmy przez twarde nic:
A potem dziewczynka odkryła źródło ciepła (dziewczynka zawsze pierwsza odkrywa nowe rzeczy):




