Sunday, 30 October 2016

2016.10.30

Niedziela po południu, czyli nasz jesienny poranek. Kociuszek właśnie zjadł, ja dopiero zaczynam kawę. Jesteśmy w pokoju z balkonem: on podgrzewa śniadanko na swoim fotelu, na kocyku elektrycznym, a ja siedzę na kanapie. Mamy odsłonięte okno i widzimy ożywianą wiatrem siatkę ochronną. Jest ogromna, więc faluje niespiesznie, a jej bladożółty kolor przypomina powierzchnię morza, kiedy pora dnia sprzyja poluzowaniu migawek i obniżaniu ISO. Zawieszono ją tak, że gdyby być jak listek albo piórko, to można by prosto z balkonu zejść tam jak do wody.

Widzę kątem oka, że kociuszek uważnie się przygląda temu poruszeniu za oknem. Siedzimy tak sobie, ja z komputerem na kolanach, on z niebieskimi migdałami w puchatym lebku. Słyszę w pewnej chwili tęskne „łę!…”, patrzę więc w jego kierunku i już wiem, co ma na myśli. Szepczę do niego: „Tak, właśnie tak faluje morze, tylko w innych kolorach, i tak przyjemnie szumi, tak. Mhm… Bardzo, bardzo fajnie szumi ładne morze… I takie fale też są…”.

Kociuszek odwraca do mnie głowę i pyta: „Ła?” — w jego rosochatych brewkach widzę zdziwienie, a jego głos potwierdza wielkie zainteresowanie. Jakby czekał na opowieść o tym przedziwnym morzu.

Thursday, 19 May 2016

Monday, 16 May 2016